Białystok19°
Jelenia Góra17°
Ruda Śląska20°
Bielsko-Biała18°
Kalisz20°
Rybnik19°
Bydgoszcz18°
Katowice20°
Rzeszów16°
Bytom20°
Kielce17°
Słupsk14°
Chorzów20°
Koszalin17°
Sosnowiec20°
Częstochowa20°
Kraków17°
Szczecin14°
Dąbrowa Górnicza20°
Legnica19°
Tarnów17°
Elbląg19°
Łódź21°
Toruń18°
Gdańsk17°
Lublin18°
Tychy20°
Gdynia17°
Nowy Sącz17°
Wałbrzych18°
Gliwice20°
Olsztyn19°
Warszawa20°
Gorzów Wielkopolski15°
Opole20°
Włocławek19°
Grudziądz18°
Płock20°
Wrocław20°
Jastrzębie-Zdrój19°
Poznań18°
Zabrze20°
Jaworzno20°
Radom18°
Zielona Góra18°
USD3,87433,9525
EUR4,32254,4099
HUF0,01330,0136
GBP4,67684,7712
CZK0,16710,1705
SEK0,40340,4116

Koniec zakazu rakiet, które terroryzowały Europę. Na szali jeszcze ważniejsza sprawa

Po niemal 30 latach do kosza wędruje jeden z najbardziej udanych traktatów rozbrojeniowych. Niedługo Amerykanie i Rosjanie znów będą mogli otwarcie produkować rakiety, które wywoływały strach i zamieszki w Europie. Co gorsza, za dwa lata ten los może podzielić podobny traktat, ale dotyczący całego świata. Wraca klimat zimnej wojny.

Dogorywający właśnie traktat INF został podpisany w 1987 roku. Na podniosłej uroczystości w Białym Domu, prezydent Ronald Reagan i sekretarz Michaił Gorbaczow złożyli podpisy pod dokumentami, będącymi efektem wielu lat trudnych negocjacji. W ciągu czterech następnych lat zniszczono 2,6 tysiąca rakiet, które pozwalały łatwiej wszcząć Armagedon w Europie.

Teraz ten traktat dogorywa. W piątek Amerykanie formalnie oświadczyli, że zawieszają swój udział. W sobotę Rosjanie odpowiedzieli tym samym. Faktyczne wycofanie się obu państw nastąpi po pół roku. Oba już zapowiadają tworzenie nowych rakiet, choć Rosjanie jedną najprawdopodobniej już mają. To oficjalnie z tego powodu Amerykanie zdecydowali się wycofać z traktatu INF.

Podpisanie traktatu INF Fot. White House

Ważne porozumienie 

Dogorywające właśnie porozumienie było uznawane za jedno z najbardziej udanych w historii dyplomacji. Przy jego pomocy udało się całkowicie zlikwidować groźną kategorię uzbrojenia i usunąć kilka tysięcy głowic jądrowych wycelowanych w Europę.

Chodziło o tak zwane rakiety “pośredniego” zasięgu, czyli mogące przelecieć co najmniej 500 i maksymalnie 5500 kilometrów. Specjalnie ustawiono takie limity, aby nie eliminować rakiet krótkiego zasięgu mających służyć do ataków w pobliżu linii frontu, oraz międzykontynentalnych, służących do strategicznego szachowania się USA i ZSRR wzajemną totalną anihilacją.

Traktat INF był wymierzony głównie w trzy konkretne typy rakiet: radzieckie RSD-10 Pionier (według NATO SS-20 Saber) i amerykańskie Pershing II oraz BGM-109G Gryphon. Te radzieckie pojawiły się jako pierwsze pod koniec lat 70. Zostały uznane przez NATO za duże zagrożenie, ponieważ były montowane na ciężarówkach i trudno je było wykryć. Przenosiły po trzy głowice termojądrowe. Założono, że są wycelowane w Europę Zachodnią, ponieważ nie dało się nimi sięgnąć istotnych celów w USA. Pierwsze próby negocjacji w sprawie ich usunięcia skończyły się niczym, więc Amerykanie szybko stworzyli i na początku lat 80. umieścili w Europie swoje odpowiedniki, tworząc równowagę strachu.

Amerykańska wyrzutnia rakiet BGM-109G Gryphon, to lądowa wersja tomahawków. Przed podpisaniem INF zdążono rozmieścić w Europie około 400 rakiet US DoD

Obecność zarówno amerykańskich jak i radzieckich rakiet wywoływała duże napięcia w Europie. Na zachodzie wielką siłę zyskała organizacja “Kampania na rzecz Rozbrojenia Jądrowego” (CND), która organizowała liczące setki tysięcy osób demonstracje pod bazami mieszczących amerykańskie pociski. Z drugiej strony politycy, wojsko i znaczna część społeczeństw traktowała je jako konieczne zrównoważenie radzieckich rakiet.

Negocjacje w sprawie pocisków trwały ze zmiennym natężeniem przez większość lat 80., jako część szerszych rozmów rozbrojeniowych. Dopiero przejęcie władzy w ZSRR przez Gorbaczowa w 1985 roku pozwoliło dokonać prawdziwych postępów. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, Jurija Andropowa, był on skłonny naprawdę rozmawiać z Zachodem o rozbrojeniu. Zręby traktatu INF powstały w 1986 roku na spotkaniu Gorbaczowa i Reagana na Islandii. Formalnie podpisanie nastąpiło rok później.

Traktat INF istotnie obniżył poziom zimnowojennego napięcia i ograniczył ryzyko globalnej wojny jądrowej. Pomogło też przyśpieszyć prace nad jeszcze większym traktatem START I, który został podpisany w 1991 roku i znacznie ograniczył całe arsenały broni jądrowej USA oraz ZSRR/Rosji.

Spór o 9M729

Teraz sytuacja się powtarza, choć efekt będzie odwrotny. Według Amerykanów, to znów Rosjanie są winni. Tak jak w latach 70. rozmieścili w Europie SS-20, tak teraz na przestrzeni ostatniej dekady mieli stworzyć nową rakietę, łamiącą zapisy traktatu INF. Amerykanie po raz pierwszy zakomunikowali Rosjanom swoje obawy w 2013 roku. Moskwa miała jednak najpierw zaprzeczać, że ma nową rakietę a w kolejnych latach przeszła do twierdzenia, że nie łamie ona zapisów INF. Publiczne amerykańskie oskarżenia od początku są bardzo ogólne. Waszyngton nie chce pokazać twardych dowodów uzyskanych przez wywiad, nie chcąc zdradzać jego tajemnic.

Dopiero w 2017 roku Amerykanie rozwiali wiele wątpliwości i stwierdzili, że chodzi im konkretnie o rakietę oznaczoną przez Rosjan jako 9M729. Miała ona przejść testy państwowe do 2015 roku i zostać przyjęta do uzbrojenia. Amerykanie twierdzą, że uzbrojono w nie “wiele” batalionów, czyli chodzi o co najmniej kilkanaście wyrzutni i kilkadziesiąt rakiet. Rosjanie mieli próbować obejść traktat odpalając podczas testów nowy pocisk na zakazaną odległość ponad 500 kilometrów z wyrzutni na stałe postawionej na ziemi. INF odnosi się natomiast konkretnie do rakiet odpalanych z wyrzutni mobilnych. Kiedy strzelali już na dozwolony dystans poniżej 500 kilometrów, mieli używać docelowej ciężarówki-wyrzutni.

Rosjanie stoją na stanowisku, że 9M729 nie łamie INF, bo ma zasięg nieco ponad 400 kilometrów. Pod koniec stycznia nawet pokazali rzekomy kontener startowy owej rakiety oraz mobilną wyrzutnię. Był to jednak pokaz dla prasy a nie inspekcja amerykańskich specjalistów w ramach traktatu. Nie jest więc niczym więcej jak zagraniem pod publiczkę, ponieważ dziennikarze nie mieli sposobu stwierdzić, co tak naprawdę oglądają. Rosjanie twierdzą, że proponowali Amerykanom pełnoprawną inspekcję, jednak ci mieli nie skorzystać z zaproszenia. Waszyngton twierdzi, że ma dość dowodów na złamanie traktatu.

Rosyjski pokaz rzekomego kontenera startowego i wyrzutni rakiety łamiącej według Amerykanów traktat INF Fot. AP Photo/Pavel Golovkin

Amerykanie uważają, że Rosjanie od 2013 roku konsekwentnie unikają odpowiedzialności i nie chcą odnieść się do konkretnych zarzutów. Ci uważają natomiast, że Amerykanie kłamią bo chcą pozbyć się traktatu INF i sami rozwijają zakazane rakiety w ukryciu. Wskazują między innymi na budowaną w Redzikowie bazę tarczy antyrakietowej, której komory startowe teoretycznie można wypełnić pociskami Tomahawk, czyli morską odmianą wspomnianych już wcześniej BGM-109G Gryphon. Amerykanie odpierają, że to teoria, bo nigdy nie testowali takiego rozwiązania, czyli nie złamali traktatu.

Nowy gracz na scenie 

Waszyngton twierdzi, że w takiej sytuacji traktat jest martwy i nie ma wyboru, tylko się z niego wycofać. Moskwa odpiera, że nie przedstawiono dowodów jej winy a Amerykanie po prostu potrzebowali pretekstu, aby pozbyć się ograniczeń i móc się zbroić. W całej sprawie istotny jest trzeci, ukryty gracz – Chiny.

Kiedy podpisywano traktat INF chińskie wojsko nie liczyło się w kalkulacjach USA i ZSRR. Teraz Chińczycy mają największy na świecie arsenał rakiet pośredniego zasięgu, takich jak na przykład DF-26. Stanowią one istotne zagrożenie dla sił USA i sojuszników USA w Azji, oraz dla znacznej części terytorium Rosji. Zarówno Moskwa jak i Waszyngton w dyskusjach na temat INF podnoszą więc temat Chin, które nie są objęte traktatem.

Chińska rakieta pośredniego zasięgu DF-26 Fot. IceUnshattered/Wikipedia CC BY-SA 4.0

Pentagon i Biały Dom już zapowiadają prace nad rakietą podobną do tej rosyjskiej. Amerykańscy eksperci zwracają jednak uwagę, że może ona się okazać niepraktyczna. Michael Krepon, szef Stimson Center (think-tank zajmujący się między innymi rozbrojeniem), pisze, że trudno będzie znaleźć w Azji czy Europie sojusznika, który zgodzi się przyjąć na swoje terytorium nowe rakiety z głowicami jądrowymi. Rzeczywistość jest zupełnie inna niż w latach 80. Jest praktycznie tylko jedna pewna opcja, czyli amerykańska wyspa Guam na Pacyfiku, gdzie można by umieścić rakiety pośredniego zasięgu zdolne sięgnąć części Chin. Amerykanie już mają prawie takie same rakiety odpalane z okrętów i samolotów, więc nowy model odpalany z lądu, wiele by nie zmienił w ich potencjale.

Wśród części amerykańskich polityków panuje jednak przekonanie, że wiązanie się traktatami jest niekorzystne dla USA i niepotrzebnie “wiąże ręce” mocarstwu. Przedstawicielem takiego nurtu myślowego jest między innymi John Bolton, wpływowy doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Donalda Trumpa. Jego wrogowie w Waszyngtonie wręcz nazywają go “seryjnym mordercą traktatów”. Ostateczna decyzja o wycofaniu USA z traktatu INF miała zapaść po jego wizycie w Moskwie w październiku 2018 roku.- Sprawa jest prosta. Żyjemy w nowej rzeczywistości strategicznej. Traktat INF to dwustronne porozumienie z okresu zimnej wojny, nieprzystające do obecnego wielobiegunowego świata – powiedział podczas konferencji prasowej w Moskwie, sugerując ogólnikowo rozmowy nad nowymi porozumieniami. Na razie rozwiązaniem najwyraźniej jest jednak wycofanie się z INF.

Radzieccy inspektorzy oglądają przeznaczoną do zniszczenia rakietę BGM-109G Fot. US DoD

Na szali ostatnie ważne porozumienie

Bardzo ważną sprawą wynikającą z zawalenia się traktatu jest przyszłość porozumienia Nowy START. To następca wspomnianego START I z początku lat 90, odnoszącego się do strategicznej broni jądrowej. Nowy START podpisano w 2010 roku. Jego dziwna nazwa wynika z tego, że negocjacje nad START II zostały zerwane na początku wieku przez Rosjan, kiedy Amerykanie jednostronnie wycofali się z porozumienia ograniczającego systemy antyrakietowe (ABM).

Nowy START obowiązuje do 2021 roku. W jego ramach Amerykanie i Rosjanie zgodzili się ograniczyć swoje strategiczne arsenały jądrowe do po 1550 głowic i 700 gotowych do użycia rakiet oraz bombowców. W praktyce te liczby są jednak już mniejsze. Oba państwa zredukowały swoje arsenały bardziej, niż wymaga tego traktat. Nowy START automatycznie wygasa za dwa lata i zakładano, że zostanie przedłużony. Wstępne negocjacje w tej sprawie trwały od kilku lat. Teraz nie wiadomo jednak czym się skończą.

Po decyzji USA w sprawie INF Władimir Putin oznajmił, że Rosjanie nie będą zgłaszać więcej propozycji odnośnie porozumień rozbrojeniowych. Już przedstawione propozycje mają pozostać na stole i Moskwa ma być otwarta na kolejne, ale będzie pasywna. – Poczekamy, aż nasi partnerzy dorosną do realnego dialogu – oznajmił. Deklarował też, że Rosja nie da się wciągnąć w nowy wyścig zbrojeń, co robi regularnie, choć jednocześnie chwali się nowymi “nie mającymi odpowiedników na świecie” rakietami i rzekomym rozpoczęciem ich produkcji.

W takiej atmosferze perspektywy przedłużenia Nowego START i dalszego ograniczenia arsenałów istotnie się pogarszają. Jest wątpliwe, aby oznaczało to szybki powrót do gwałtownych zbrojeń z okresu zimnej wojny, ponieważ ani USA ani Rosja nie mają na to pieniędzy. Amerykanie na razie martwią się jak utrzymać swój arsenał nowoczesnym, co ma ich kosztować bilion dolarów w 50 lat. Wygaśnięcie Nowego START oznaczałoby jednak faktyczny koniec jakichkolwiek porozumień rozbrojeniowych dotyczących broni jądrowej, oraz koniec związanych z tym mechanizmów wzajemnej kontroli. Powrót do myślenia z czasów zimnej wojny, kiedy jedynym sposobem na utrzymanie pokoju było szachowanie rywali perspektywą nieuchronnej anihilacji przy pomocy spadających z nieba głowic termojądrowych.